Bielsko – Biała, 16.01.2010
słuchając utworu z albumu „The Time” Możdżer Danielson Fresco - Incognitor
motto:
"To love. To be loved. To never forget your own insignificance. To never get used to the unspeakable violence and the vulgar disparity of life around you. To seek joy in the saddest places. To pursue beauty to its lair. To never simplify what is complicated or complicate what is simple. To respect strength, never power. Above all, to watch. To try and understand. To never look away. And never, never, to forget."
— Arundhati Roy
nie zgadzam się na ignorancję!
cokolwiek to by znaczyć miało…
względem
większych
mniejszych
tych na scenie
i tych pod
nie zgadzam na przewlekły brak szacunku
na tę publiczną chłostę…
ale jak z tym wygrać?
jak manifestować
żeby się nie ośmieszyć…?
żeby zejść z podestu z twarzą?
edukować?
ignorować?
przekrzykiwać?
w najgorszym chamstwie
jest tęsknota do bycia kochanym
w krzykach wołanie o
akceptację…
ale jak tak po prostu nie
spuentować?
pohamować własne ego
że
ja
wiem
przecież
lepiej!
po trzykroć wznosić prośby
dąć w trąby...?
ktoś kiedyś powiedział że jedyne co powinniśmy to
umieć
k o c h a ć…
cokolwiek by to znaczyć miało…?!
p.s. wiersz napisałem poruszony atmosferą jednego z moich ostatnich występów, napisałem jako moją prywatną manifestację w obronie szlachetności i wrażliwości ludzi takich jak ja… na wszelkie przejawy braku szacunku i naszej zwyczajnej ludzkiej głupoty mówię głośno STOP!
napisałem, bo dobrze sobie czasem przypomnieć co przyjaciel grzeszników robił w takich sytuacjach kiedyś konfrontowany z chamstwem i nienawiścią...wygrywał zwyczajną miłością do ludzi, cokolwiek by ta znaczyć miała!
bielsko - biała
wiersz napisany w klasie maturalnej
I
idąc ulica widzę
przechodzącą bezdomna staruszkę
spoglądającą z błyskiem w oczach
na rodzinę jedzącą wspólny obiad...
wzrok
symbol uczucia dawno zapomnianego
...jakby nie istniało
nigdy...
idąc ulica
widzę parę kochanków
patrzących w dwóch rożnych kierunkach
spleciona uściskiem dłoni
jedynym ciepłym miejscem
obojga...
idąc ulica
słyszę krzyki i szepty wzajemnie zagłuszane
czuje spojrzenia przechodniów
ich oczy widza jedynie to co zewnętrzne...
idąc ulica widzę szubienice i wiszących na nich Żydów
awangardowe malunki bezmyślnych buntowników
wierzących w Boga który kocha
tylko
naród polski...
idąc ulica
widzę tłumy pielgrzymów zmierzających na wieczorna msze w
hipermarkecie...
odprawiana przez cały tydzień
całodobowo...
idąc ulica
można sie wiele nauczyć i wprzęgnąć to do własnego życia
można tez udawać i nie patrzeć
na ciemne strony rzeczywistości
jednak czy z tym łatwiej...?!
P.S. Napisałem bo Niedzielne wyprawy
do hipermarketów
jawią mi sie jako totalne potwierdzenie naszej ograniczoności
a ekstatyczna jazda w gore i w dół
super-nowoczesnymi ruchomymi schodami
mija sie z jakakolwiek próba zastanowienia sie nad sensem i celem naszego życia...
II
Gliwice 20.01.2005
tęsknię za Toba tak bardzo boleśnie
nie słyszę siebie kiedy tęsknie
dzieci przez mężczyzn wychowywane ponoć
odporność psychiczna i sile maja
...matki samotne żyjące dla siebie
juz nie przekażą im delikatności...
kamienne serca wierzyłem ze kruszeją
próbowałem walczyć z nimi co od zawsze istnieją
daremnie...
kamienie nie słyszą głosów wołających
nie czuja wody która je kształtuje...
świat zwariowany juz nie istnieje dla mnie
zamknięci ludzie w hermetycznych wnętrzach
widział ktoś kiedyś potrzebującego
z otwartymi na pomoc iść rekami...?
sami bez siebie nie możemy istnieć
nie sposób by dostrzec nas sie mijających
czas tak szybko pędzi
jednych uszczęśliwia
innych
niepokoi...
a kiedy upadnę podniesiesz mnie znowu ?
kiedy zapłaczę przytulisz choć raz ?
przez Ciebie Zycie me nie jest łatwe
ileż bym dal by zostało tak zawsze...!
uwielbiam patrzeć na Ciebie szczęśliwą
kiedy całujesz mnie w płaczu tęsknoty
być centrum świata w światach centrum
toż to dopiero jest uciecha !
dlatego kochaj mnie takim jak jestem
przyjmuj tak jakby na nowo co dzień
tak mało potrzeba by przeżyć Zycie
tak mało potrzeba by nie przeżyć nic...
P.S. Napisałem bo nowy rok
sesja oraz codzienne wspinaczki
pod stroma gore
czasem mi sie podobają
szczególnie kiedy szczyt mam KOMU pokazać... :-)
III
28.04.2005 Gliwice
szybkie milosci
potrzebuja szybkich samochodow
by sie szybko rozbijac
chwila zamyslenia dzis
chyba przy smierci
tylko
kogos wielkiego...
zawsze boimy sie drugiej strony muru
a wierzyc to znaczy chodzic po wodzie
przeciez...
slowa
jakie znaczenie maja
kiedy kromka chleba zamiast w ustach
w koszu na smieci gleboko laduje
widziales kiedys oczy bezdomnego?
uwazaj bys nie znalazl tam siebie...
gdzie sa horyzonty dziecinstwa
kiedy jedynym zmartwieniem
pojsc spac zbyt wczesnie
bylo...
dzis wspomnienie ze wzruszeniem
choc dzis juz jakos inaczej
ja wiem gdzie wracac
przegrany
czuje za soba plecy
w pochmurny dzien mowie
tak
dla Nieba
zaczynam codzien od nowa...
kiedys balem sie piwinic
dzis z nich wychodzic...
P.S.Wiersz napisalem wieczorem, chocby po to zeby przypomniec sobie kiedys
co tego dnia myslalem, wiersz napisalem bo to pomaga mi zastanawiac sie nad
tym co robie i robia inni
napisalem bo jakos ostatnio nie moge pojsc spac ot tak po prostu
bez chwilki zastanowienia
moze to kolejna zmiana klimatu, albo po prostu nadchodzaca starosc...:)
IV
jak mam zyc ?
walczyc o swe dobro
bronic Ciebie przed zlem
w milosci sie kochac...
jak mam zyc ?
wypalonych powitan i pozegnan - banal
dazac do swiata ktory nie cieszy zbytnio
samotnie...
jak mam zyc ?
jak oni chca ?
swoje szczescie na drobne rozmieniac
ulegac wciaz nie swoim nawykom ?
jak mam zyc ?
wsrod Niedziel dalekich od wyczekiwanych spacerow
kiedy wrazliwosc na slowo staje sie obsesja !
kiedy za nic ma sie serdecznosc...
jak mam zyc ?
uczyc sie pamietac tylko dobre chwile
juz nie jak kiedys zabijac lecz wypuszczac motyle !
Mamie zupe skosztowac Tate poklepac po mesku...
jak mam zyc ?
nie bac sie marzyc
na zycia pianinie grac na dwie rece
trawa dotykac jej stesknione rece...
jak mam zyc?
miec odwage do bycia kims nigdzie
czasem siadac po drugiej stronie stolu
zacisnietymi wargami pokoj innym przynosic...
jak mam zyc ?
wierzyc w to co kocham
kolejnym watpieniem chec do zycia napedzac
widziec niebo blekitnym w nocy...
ucz mnie jak mam zyc Chrystusie ?
komu juz wierzyc mozna a komu nie ?
jak spokojnie patrzec w przyszlosc gdy codziennosc przytlacza ?
smiac sie jak na zdjeciach chwile zatrzymywac...
o powrocie do domu myslec na poczatku tygodnia
jesc i spac bez marzen
jak na 3 dniowym oleju frytki
w tlumie herosem byc - w nocy zas bac sie zjaw
znieczuleniem gonic nieczulosc
od zwierzat dekalog zapozyczyc lepiej
za brak milosci winic ksiezy
byle nam wszystkim sie dobrze mialo...!?
P.S. Wiersz napisalem powodowany wlasna niezgoda
na powolna utrate wlasnej wartosci
(bynajmniej krztaltowana przez siebie i zalezna...)
napisalem bo wiszace na drzwiach kartki z napisem
"czego Ci nie pozyczymy" oraz szyderczy usmiech
w nieszczerym uscisku dloni
na codzien zdecydowanie bardziej wole
anizeli straszliwa swiadomosc bycia
p r o s t a k i e m...
Jest Ktos Kto na szczescie niezaleznie od Nas
ani tez od morderczych naukowych rozpraw
decyduje o mojej wartosci!
i tutaj UWAGA GONCZE PSY
Kocha mnie takim jakim JESTEM WLASNIE...
Tego nie rozumiem ale Mu za to dziekuje..!
V
noc z 12 na 13 czerwca Miedzyrzecze Gorne
z odwaga krzyczec o tym co sie kocha
w nieskonczonej ilosci mysli odnalezc
jedna
wlasciwa...
twarz swa zachowac
wsrod tych co zawsze na przekor
jakos...
po cmentarzu chodzic usmiechnietym...
na male rzeczy uwage zwracac
cien kwiatu dostrzegac
motyla zima...
nie bac sie marzyc
wychodzic zawsze naprzeciw
zyc kazdym dniem w pelni
na lozku szpitalnym tanczyc
mysl ciekawa zapisac
i z braku dlugopisu
smiac sie...!
pod wodospad wchodzic
podwojna tecze dostrzegac...
czasem zachwycic sie soba
nieskromnie...
P.S. Wiersz napisalem, bo nie wiem jak to wszystko bedzie w przyszlosci
ale tez jedno wiem napewno ze musi byc...dobrze!
Napisalem bo my ludzie coraz rzadziej (zeby nie powiedziec w ogole) postrzegamy
nasze zycie bardzo monochromatycznie...
Napisalem bo dla mnie zyc
to cos wiecej znaczy niz zaliczenie egzaminu, zrobienie kariery, czy tez
wakacje na zawsze zatloczonych Karaibach...
jak zycie dobitnie pokazuje niestety
niewielu jednak stac na odwage...
VI
25.10.2005 Gliwice
wdzięczny uścisk dłoni
ze szczerym uśmiechem
potrzeba bycia docenionym
nadaje sens życiu..
wieczorne zamyślenia po dniu minionym
jakże uczulić mogą
w ciągłym zabieganiu
nadzieja daje szanse
pozwala nie zwariować
wolności sens spełniony
jedynie przez miłość..
nie trzeba pociągnąć za spust by
zabić
nie trzeba krzyczeć by
powiedzieć
coś..
brak odwagi więzi ptaki w klatkach
by z nich ulecieć
by spróbować inaczej..
wiem ze zgodzić sie można na
życie
zgodzić sie można na
śmierć..
ja wiem jednak ze można żyć
pięknie..
P.S.
Wiersz napisałem poruszony tematyka filmu pt. "Skazani na Shawshank".
Napisałem ponieważ dziś zdałem sobie sprawę z tego
jak wdzieczny jestem Bogu za wolnosc i miłość..
jak wielu rzeczy nie doceniam
jak wiele rzeczy trace..
napisalem bo nie zgadzam sie na zycie byle jakie!
ja chce przezyc je pieknie..!! :D
VII
07-08.11.2005 Gliwice
chciałbym dziś Tobie podziękować
tak zwyczajnie
jak kilka liści w garści jesiennych
przynieść wyrazy wdzięczności
chciałbym dziś Tobie opowiedzieć jak bardzo
jest mi ciężko czasem..
własny lek przed sobą
przezwyciężyć..
dziś chciałbym Byś przytulił mnie mocno
i wielu rzeczy nie pamiętał..
chciałbym nic nie mówić
po prostu być przy Tobie
i jak nigdy wiedzieć
ze kochasz mnie..
dziś wiem ze najlepsze co mogę
to
w moim zagubieniu
powierzyć to wszystko
Tobie..
i jeszcze raz Ci podziękować
ze Jesteś ponad wszystkim
i we wszystkim jednocześnie..
P.S. Wiersz napisałem dla Mojego Boga, napisałem bo jestem grzesznikiem
napisałem bo potrzebowałem dziś mu to wszystko opowiedzieć
bo jest dla mnie Kimś najważniejszym, nawet kiedy ja czasami nie nadążam..
szkoda ze w naszym jakże chrześcijańskim kraju mówienie o Panu Bogu
na co dzień spotyka sie z kpina, drwina i wstydem..
VIII
Gliwice 23.12.2008
Przepraszam że w dzień świąteczny przewracam Ciebie biegnąc w ślepym biegu do kolejki do kasy…
Przepraszam że ciągle wyczekuję na białą kołdrę za oknem która złudnie nada atmosferę
Że potrzebuję Ciebie widzieć w zielonych gałązkach choinek
Tak bardzo przepraszam że musisz codziennie rodzic się na nowo - w święta, że jawisz mi się ciągle dzieckiem
Że jak dziecko – nie biorę Cię na poważnie bezmyślnie…
Przepraszam że po raz kolejny jem świąteczną kolację zbyt szybko że w amoku otwieranych prezentów nigdy nie mam dosyć…
Przepraszam że nigdy nie patrzę na Twoją twarz kiedy sprzedajesz mi karpia
Przepraszam za ochłapem rzucone „Wesołych Świąt” nie zastanawiając się zupełnie nad sensem wypowiadanych słów…
Przepraszam że co roku wysyłam Ci te same Życzenia Świąteczne zapominając że Ty też przecież możesz czuć się znudzony…
Tak bardzo przepraszam Cię że bliżej mi do Heroda niż do zwykłych Pasterzy!
p.s. wiersz napisałem z tęsknoty do prawdziwych Świąt Bożego Narodzenia, z tęsknoty do radości prawdziwej, do szacunku i delikatności dla drugiego człowieka, napisałem bo tak strasznie trudno mi jest szczególnie dzisiaj Cieszyć się z tego co mam i od kogo mam…